wtorek, 17 stycznia 2017

Harry Potter i Przeklęte Dziecko - J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Throne


Tytuł: Harry Potter i Przeklęte Dziecko
Autor: J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Throne
Seria: Harry Potter tom 8
Wydawnictwo: Media Roodzina
Gatunek: Fantasy, Młodzieżowa
Ilość stron: 368
O czym to jest?:
Minęło dziewiętnaście lat od słynnej bitwy o Hogwart. Jej bohaterowie przez ten czas dojrzeli, założyli już własne rodziny i właśnie wysyłają swoje pociechy do nauki w sławetnym zamku. Niestety, jak to w takich historiach bywa, nie wszystko idzie po ich myśli. Pojawiają się nowe okoliczności które zagrażają zarówno tym młodszym jak i starszym. I znów, trzeba ratować świat magiczny, przed osobami, które chcą osiągnąć swój cel na przekór wszystkiemu.  

Moje refleksje: 
Na tę część wyczekiwałam, od kiedy tylko, usłyszałam o tym że zostanie wydana. Po fenomenalnej serii o Harrym, byłam ogromnie ciekawa, co takiego stworzyła autorka. Oczywiście była obawa, iż jak to zwykle bywa z takimi "powrotami", które zwykle są nie udane. Ale w końcu to J.K. Rowling! To nie może się nie udać prawda?

Na samym początku, byłam bardzo zainteresowana tym co dzieje się w świecie bohaterów. Wiadomo, chętnie poznawałam dzieci, wcześniej znanych mi postaci, ich historie, charaktery. Ale po czasie, wszystko co zaczęło się dziać, było dla mnie nieco śmieszne. Wszystkie kolejne historie, sprawiały dla mnie zlepek historii znanych mi z książek , które czytałam mając 12 lat. Często lekko banalne, często aż zbyt przewidywalne, często nużące. Motywy znane mi już z wielu książek, filmów, nie były nawet trochę zaskakujące, a wręcz dziwiło mnie że autorzy poszli na taka łatwiznę.

Z jednej strony to rozumiem. Docelowo, Harry Potter to była historia dla młodszych czytelników. Jednak patrząc na to jak się to rozrosło, autorzy, powinni dostosować swoje treści do wszystkich. A niestety, czytając to, miałam wrażenie, że z oryginału, pozostały tu tylko nazwy miejsc czy postaci. Styl, jakim to zostało utworzone, całkowicie odbiega od pierwowzoru. Niestety, po lekturze w zasadzie miałam wielkie wątpliwości, czy J.K. Rowling napisała tu choćby jedno słowo.

Czy książka ma same wady? No nie. Podobało mi się to, iż dzieci Harrego, czy Rona i Hermoiny, nie są odwzorowaniem rodziców. Początkowo obawiałam się że Albus, będzie tak samo heroicznym i bohaterskim chłopcem jak Harry. A tu, co prawda da się dostrzec małe odziedziczone cechy, ale nie są to wierne kopie. Tu wielki plus. Jest też kolejna rzecz którą widać na samym początku. To zmiana Harry'ego. Nie jest on już z tym samym chłopcem, którego  znaliśmy. To 40-letni mężczyzna, który przeszedł w swoim życiu niejedno i często bywa opryskliwy i arogancki. I choć w pełni to rozumiem, to mi się to w żaden sposób nie podoba.  Z kolei tym co zmieniła we mnie książka, jest nastawienie do Draco. Pojawiająca się tu jego historia, sprawiła,  że polubiłam go o wiele bardziej, niż przez wcześniejszych 7 tomów.

Zawsze należy mieć na uwadze, iż nie jest to typowa książka. To zapis scenariusza, który był realizowany, jako sztuka teatralna. Nie mamy tu opisów przyrody. Są jedynie dialogi. Dlatego też, wszystko dzieje się szybko, a także nie brakuje retrospekcji. Nie brakuje też błędów. Momentami, wydarzenia czy "definicje" są wręcz błędne, czy absurdalne. Denerwowało mnie również, licznie powtarzanie, wielokrotnie rozwodzono się nad nimi, kiedy możnaby wprowadzić coś dodatkowego. Można lekko na to przymknąć oko, ale biorąc pod uwagę  jak wielkie nadzieje mieli fani co do tego wydania, można było się bardziej postarać.

Czy książka mi się podobała? Hmm. Niestety mam z nią związane głownie negatywne emocje. Raczej już do niej nie powrócę, a jeśli już nawet, to raczej nie w przeciągu najbliższych miesięcy. Oczywiście, cieszę się że to przeczytałam, i poznałam te historię, jednak stwierdzić, że nie jest to dzieło sztuki, O wiele bardziej podobały mi się tomy tworzone jedynie przez Panią Rowling


Ocena: 5/10


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję księgarni internetowej Taniaksiazka.pl 

piątek, 13 stycznia 2017

Prawdodziejka - Dennard Susan


Tytuł: Prawdodziejka
Autor: Dennard Susan
Wydawnictwo: SQN
Gatunek: Fantasy, Młodzieżowa
Ilość stron: 400
O czym to jest?:
Młode wiedźmy Safiya i Iseult mają zwyczaj często wpadać w tarapaty. I przez to teraz muszą opuścić swój dom. Safi jest bardzo rzadką wiedźmą prawdy, która jest zdolna zdemaskować każde kłamstwo. Wielu zabiłoby dla jej umiejętności. Dlatego Safi musi pozostać w ukryciu. Inaczej zostanie wykorzystana w konflikcie między imperiami. Z kolei prawdziwe moce Iseult są tajemnicą nawet dla niej samej. I lepiej, żeby tak zostało. (lubimyczytac.pl)

Moje refleksje:  
Do książki podeszłam z pewną rezerwą. Bo sam opis bardzo mnie zainteresował i w zasadzie, swoim klimatem bardzo wpisywał się w to co lubię, ale było coś co odrzucało mnie od przeczytania jej. A dokładnie był to tytuł i okładka. Dlaczego ? O tym później. Na razie istotnym jest to, że troszkę zwlekałam z jej przeczytaniem. Lecz kiedy się za nią zabrałam, nastąpiło coś co mnie zdziwiło.

A czym to jest spowodowane? Otóż, czytając opis, spodziewałam się, że książka mi się spodoba. Nie sądziłam jednak, że stanie się w niej tak wiele zdarzeń, których się całkowicie nie spodziewam! O tak! Tu było wiele momentów, które zaskakują. To, jak wszyscy rozumiemy, jest wielkim plusem. Dodatkowo, ogromnie ciekawe było tu połączenie charakterystycznej fabuły fantasy z wątkami romantycznymi. ważne jednak, że nie były one były nachalne i nie stanowiły 50% wątków. Jak zapewne wynikało z założenia, książka jest w większości o tematyce fantastycznej.

Co ważne, postaci dorównywały fabule. Wykreowano je nie tylko ciekawie ale i oryginalnie. Każdy z nich był całkowicie inny. Jednych lubiłam, innych, wręcz przeciwnie. Podobało mi się takowe zróżnicowanie, ponieważ dzięki temu, cały czas coś się działo. A nie było to do końca pewne, jakie będą kolejne decyzje postaci.

Bardzo polubiłam główną bohaterkę. Pilnie podążałam za nią i jej poczynaniami, śledziłam jej myśli oraz próbowałam przewidzieć to, co wydarzy się później w jej życiu. Ogromnie spodobała mi się idea rozpoznawania kłamstw. I już dzięki temu snuję liczne domniemywania do tej supermocy, rozważam jej plusy oraz minusy.

Przejdźmy do tego co zdecydowanie mi się nie podobało.  Tytuł? Może i odnosi się do treści, może i wpasowuje się w klimat książki, ale nie brzmi dobrze. Nie wiem co konkretnie jest w tym słowie, ale zarówno brzmienie jak i sam jego wygląd na piśmie, kompletnie mi się nie podoba. Co do okładki, podobają mi się jej kolory i dynamika rysunku, ale nie przepadam za samym rysunkiem. Czytając książkę, zupełnie inaczej wyobrażałam sobie główną bohaterkę. Zwyczajnie ta ilustracja nie wpasowuje się w moje gusta.

Czy polecam? Oczywiście. Książka spodoba się fanom "Czasu żniw" czy "Szklanego tronu". Podobny klimat, wspólne motywy, jednak książki te są zupełnie inne i wiążą ze sobą masę przeróżnych emocji. Czyta się to szybko, a co ważne to naprawdę wciąga! Nie ma się ochoty wstawać z fotela! 

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje wydawnictwu Sqn 

http://www.wsqn.pl/

poniedziałek, 9 stycznia 2017

PRZEDPREMIEROWO! Tajemne miasto - Carina Rozenfeld, C.J. Daugherty


Tytuł: Tajemne miasto 
Autor: Carina Rozenfeld, C.J. Daugherty
Seria: Tajemny ogień tom 2
Wydawnictwo: Otwarte
Gatunek: Fantasy, Młodzieżowa 
Ilość stron: 336
O czym to jest?:
Taylor i Sacha ukrywają się w oksfordzkim Kolegium Świętego Wilfreda. Tu, pod opieką alchemików, są bezpieczni – przynajmniej na razie. Taylor trenuje, by móc stawić czoła siłom mroku, a Sacha w starych księgach szuka wskazówek na temat swojego losu. Czas płynie nieubłaganie. Ciemne moce przybierają na sile i zaczynają zagrażać całemu światu. Za siedem dni chłopak skończy osiemnaście lat, a wtedy pradawna klątwa, która do tej pory go chroniła, ma sprawić, że Sacha zginie. Jest tylko jeden sposób, aby to powstrzymać. Bohaterowie muszą dotrzeć do miejsca, gdzie ród L’hiverów został przeklęty, i zmierzyć się z demonami. Taylor i Sacha wyruszają w niebezpieczną podróż. Stawką jest życie tych, których najbardziej kochają. (lubimyczytac.pl)

Moje refleksje: 
Jakiś czas temu przeczytałam "Tajemny ogień". A teraz jestem tuż po lekturze drugiego tomu. Czy mi się podobało? Zaraz się przekonacie. Muszę jednak przyznać, że po zakończeniu pierwszego tomu, byłam bardzo zaaferowana historią Taylor i Sashy.

Sytuacja w życiu bohaterów jest bardzo napięta. Muszą zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu,a  przy tym czeka ich podejmowanie wielu ważnych decyzji. I tutaj autorki ponownie wykazały się umiejętnościami literackimi. Idealnie budowały napięcie i  wprowadzały nowe wątki. Nie było momentu, w którym nie orientowałbym się w treści książki, a także pogubiłabym się pomiędzy wątkami. Ciekawe było tez tempo zdarzeń. Raz wszystko pędziło na łeb na szyję, by następnie odrobinę zwolnić. I tak praktycznie do samego końca. I w zasadzie to dobre zagranie. Po emocjonujących zdarzeniach, można było odrobinę odpocząć by potem znów wyruszyć z bohaterami na kolejne przygody.

I choć całość książki była idealnie dopracowana to samo jej zakończenie mnie zawiodło. Bo przez cały czas "Tajemnego miasta" bohaterowie misternie zbierali informacje, układali swoją taktykę, a wszystko zdawało się wymuskane i idealnie poprowadzone. Czytając, oczekiwałam wręcz wielkiego BUM na samym końcu. A tu, dokanczając ostatnią stronę, miałam w myślach słowa :"To już wszystko?". Ciężko mi się pobodzić z tak prostym i schematycznym zakończeniem , ale niestety tak już jest.

Co do bohaterów, w zasadzie teraz nie mam zastrzeżeń. Lubię zarówno Taylor jak i Sashę. Podoba mi się ich zacięcie i zapał w dążeniu do celu pomimo wielu przeszkód. W dodatku kiełkują tu aż dwa wątki miłosne. Między kim? Może się domyślicie, ale ja tego nie zdradzę!!!

Książka mroczna, pełna tajemnic i zagadek, a w dodatku trzymająca w napięciu. Zdecydowanie nie pasuje do niej klątwa drugiego tomu. To świetna kontynuacja serii, która porywa jeszcze bardziej niż poprzednia część. Autorki zdecydowanie postarały się by zaspokoić apetyt książkoholików.

Ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania ebooka serdecznie dziękuje wydawnictwu Otwarte

niedziela, 8 stycznia 2017

Spójrz na mnie- Nicholas Sparks


Tytuł: Spójrz na mnie
Autor: Nicholas Sparks
Wydawnictwo: Albatros
Gatunek: Romans, Kobieca
Ilość stron: 512
O czym to jest?:
Maria to młoda prawniczka, która za sprawą swojej sprytnej siostry poznaje Collina, mężczyznę pozornie zupełnie innego niż ona. Ich ulubione zajęcia znacznie się różnią. Jednak znajdują oni nić porozumienia, a wkrótce pojawia się między nimi dość mocne uczucie. I wszystko byłoby bardzo typową historią miłosną, ale tutaj pojawił się wątek związany z przeszłością kobiety. Ktoś wysyła jej bukiety kwiatów z tajemniczymi liścikami i widocznie śledzi każdy jej ruch. Jest kilka osób jest podejrzewanych przez samą Marię. Tylko kto jest tym właściwym? I z jakim skutkiem skończy się ta cała historia?

Moje refleksje: 
I znów czytam Sparksa! I choć jestem lekko uprzedzona do tego autora, z powodu powtarzających się schematów, to opis tej konkretnej, był dla mnie na swój sposób wyjątkowy? Może dlatego, że nie czytałam już dawno o żadnych typach prześladowań. Moje wrażenia po lekturze? Dość mieszane,  czyli typowo jak dla Sparksa.

Książka zaczyna się bardzo typowo. Poznajemy bohaterów, ich historie, okolice, marzenia. Potem wreszcie się poznają. I tu cała akcja zamiera. Bo w  zasadzie pojawiają się nowe wątki i postaci i cały czas coś się dzieje, ale nie jest to wystarczająco interesujące. Wszystko tu było na tyle typowe i schematyczne, iż wręcz mnie usypiało. Po pewnym czasie nie miałam wręcz ochoty czytać tego co jest dalej z bohaterami. Widząc jednak że nie jestem nawet w połowie książki, zdecydowałam zmotywować się by przez to przebrnąć.

I jak się okazało, druga połowa była o niebo lepsza. Działo się tu o wiele więcej ciekawszych rzeczy, które momentami zaskakiwały, a czasami tez bawiły. Miałam  wrażenie, iż pisząc to, autor miał o wiele lepszy okres w swoim życiu, dzięki czemu, to co tworzył, niosło ze sobą o wiele więcej emocji. Podczas czytania, oczywiście, miałam wiele stanów, w których zastanawiałam się czy nie odłożyć jej na później. Na szczęście w tej drugiej części, było tego znacznie mniej, porównując ją z pierwszą.

Jeśli chodzi o pomysłowość, autora, to nie ma tu rewelacji. Cóż, zażyłość pomiędzy pozornie innymi osobami? Znane. Stalking? Typowe. Liczne problemy świata codziennego? Oczywiste. Opisane i przedstawione to było bardzo poprawnie, ale bez szczególnych istotnych cech, wartych uwagi. Pan Nicholas niczym  wielkim mnie tu nie zaskoczył, a wręcz zanudził, jak już wspomniałam. Co prawda wprowadzone tu elementy prześladowania, nadały całości bardzo swoistego charakteru, ale niestety nie wystarczająco. Co prawda całość rozwijała się interesująco, a samo zakończenie ogromnie mnie zdziwiło.

Chcąc pisać o bohaterach, am niemały problem. W zasadzie sama nie wiem co o nich myślę. Wydaje mi się, że są nieco nijacy i szarzy pomimo szerokiej palety cech, które posiadają. Dlaczego tki efekt się pojawił? Nie mam zielonego pojęcia. Może to z tego powodu, że autor nie poświęcił wystarczająco wiele czasu opisie tych postaci, albo nie zrobił tego w odpowiedniej formie.

Nie mogę tu też nie wspomnieć o tym jak książka została wykonana. Nie dość że okładka jest wprost paskudna, to i przy czytaniu łatwo o powstanie zagięcia na grzbiecie. Mi pojawiły się dwa, mimo, iż bardzo uważałam.

Cóż, książka nie jest idealna, ale można ją przeczytać. Fani autora z pewnością znajdą w niej coś dla siebie. Historia lekko banalna, ale łatwa w odbiorze i momentami przyjemna. Warto z pewnością spróbować tej przygody

Ocena: 6/10

 Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Albatros

środa, 4 stycznia 2017

7 rzeczy, których nie wiecie o facetach


Tytuł: 7 rzeczy, których nie wiecie o facetach.
Reżyser: Kinga Lewińska
Gatunek: Komedia
Producent: Tadeusz Lampka, Piotr Wereśniak/MTL Maxfilm
Czas trwania: 155 minut
Rok produkcji: 2016
O czym to jest?:
Siedmiu wspaniałych. Każdy jest inny. Ale każdy z nich pragnie być szczęśliwy. Marzą o miłości, o kobietach, o rodzinie. Niestety, jak to w życiu bywa, nie wszystko idzie po ich myśli. Na skutek wielu zdarzeń, plany się radykalnie zmieniają. Filip, traci pracę, a nowo poznana Zosia, oświadcza mu iż spodziewa się ich dziecka. Tomasz już wkrótce ma wziąć ślub, jednak nie jest pewien swoich uczuć do Basi. Z kolei Kordian nawet nie marzy o życiu w parze. Jest mu dobrze tak jak jest. Jednak w jego o toczeniu pojawia się Ricky, zmieniający jego podejście do pewnych kwestii. A Stefan usilnie próbuje odzyskać uczucia swojej żony, którą już interesuje się Jarosław.

Moje refleksje: 
Początkowo sądziłam, iż jest to jeden z tych filmów, które są promowane przez celebrytów, czy chwytliwe piosenki, a niosą ze sobą niewiele rozrywki i są zwyczajnie nieciekawe. Tak jednak nie było w tym przypadku. Film wpisał się w kanon moich ulubionych. Dlaczego?

Fabuła wydawałoby się lekko typowa jak dla polskich filmów, ale nałożenie na siebie kilku historii, dało niesamowity efekt. Nie tylko bawiło, ale także faktycznie wciągało w to co się tam działo. Od samego początku mimo mnogości bohaterów i wielowątkowości, byłam idealnie zorientowana w całej fabule. Nie było momentu, w którym zastanawiałabym się, który wątek wiąże się z którym bohaterem. Co więcej, ważnym elementem, było to  iż owe historie nakładały się na siebie i przeplatały. Bohaterowie grali nie tylko ważną role w swojej części filmu, ale również każdy z nich znacząco wpływał na tok zdarzeń związanych z resztą postaci.

Wiele razy podczas seansu, wydarzenia związane z fabułą, bawiły mnie do łez, a sytuacje, które to powodowały były wprost wyjątkowe. Dlaczego tak? Otóż, twórcy postarali się by były one nie tylko niebanalne, ale i zaskakujące.  Mimo, iż czasem delikatnie naciągane nie odrealnienie, to równie ciekawe.

Całość skonstruowano tak, aby widz nie nudził się przez nawet sekundę. Cały czas coś się działo, a w szczególności, interesowało widza. Przejścia pomiędzy wątkami także okazały się bardzo płynne. Dzięki temu też, napięcie stale rosło, a bohaterowie stawali się coraz bardziej interesujący.

Jeśli już o postaciach mowa, muszę przyznać, że wykreowano je równie umiejętnie. Przeważała tu ich wielobarwność, a także fakt, związany z wielką paletą charakterów jaka się pojawiła. Praktycznie nie mogę powiedzieć o nikim, który byłby typowym nijakim i szarym człowiekiem. Każdego charakteryzowały przynajmniej dwie cechy związane z jego dominującymi wartościami. Szczególnie do gustu przypadł mi Kordian, ale może to dlatego, iż odgrywał go jeden z moich ulubionych- Maciej Zakościelny.

Mowa o obsadzie? Wystąpiła tu sama śmietanka, którą większość z nas zna na codzień z telewizji czy kina. Co więcej, ich warsztat aktorski dał tu wyraźnie o sobie znać. W całości prezentowało to masę pozytywnych emocji oraz bardzo ciekawą chemię pomiędzy twórcami. Role przedstawiono tu całkowicie wiarygodnie i odpowiednio do sytuacji. Co więcej, odpowiednie role dobrano idealnie do odgrywających je aktorów.

Okładka filmu, choć nie jest zachwycająca, to nie jest zła. Zachowana w minimalistycznej kolorystyce, związana idealnie z fabułą, choć graficznie nie spełnia moich oczekiwań. Dodatkowo na płycie kulisy powstawania filmu, teledysk promujący czy krótkie opinie aktorów o fabule. Z mojej strony, kulisy mogłyby być troszkę dłuższe niż te 4 minuty. Dodałabym jeszcze after-sceny, ale cóż, to nie ode mnie zależy. Najprawdopodobniej wynika to z tego iż chciałabym oglądać film jeszcze dłużej.

"7 rzeczy..." to niewątpliwie jeden z lepszych polskich filmów. Nie tylko bawi, ale i daje do myślenia. Jest to świetna rozrywka, która z pewnością spodoba się szerokiej publiczności, Nie tylko ze względu na doborową obsadę ale i treść jaką niesie. Film naprawdę godny uwagi. 

Ocena: 10/10

Za możliwość obejrzenia serdecznie dziękuję sklepowi empik.com