niedziela, 25 września 2016

Nerve- Jeannie Ryan


Tytuł: Nerve
Autor: Jeannie Ryan
Wydawnictwo: Publicat
Gatunek: Młodzieżowa, Young Adult, Thriller, Science fiction
Ilość stron: 296
O czym to jest?:
Nerve to bardzo niebezpieczna gra. Nigdy nie wiesz co może cię w niej spotkać i jakie wyzwanie otrzymasz. Vee to bardzo spokojna dziewczyna, która zawsze żyje w tle innych. Kiedy jej przyjaciele grają na scenie i dostają oklaski czy kwiaty za swoją fenomenalną grę, nikt nie docenia, że to właśnie ona stworzyła dla nich tak oszałamiającą charakterystykę. I chyba właśnie to spokojne życie skłoniło ją do zgłoszenia się do tej gry. Tu ma do wykonania szereg niebezpiecznych zadań, często kompromitujących, by dostać określone rzeczy. W międzyczasie poznaje przystojnego chłopaka, a proponowane nagrody stają się coraz bardziej  atrakcyjne.

Moje refleksje: 
Książka ta była zapowiadana przez nadchodzący film, a wkrótce po jej premierze ukazało się wiele pochlebnych recenzji. A skoro tak, to i ja bardzo chciałam ją przeczytać. I zrobiłam to. I na wstępie powiem tyle- ja już chcę zobaczyć ten film. Niestety na razie nie mam takiej możliwości.

Pomysł na fabułę, autorka miała dość ciekawy. I choć do tej pory nie czytałam takowej książki, ale w trakcie czytania cały czas miałam wrażenie, że gdzieś już coś podobnego było. Ale jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało. Zwłaszcza, że nie miałam pojęcia, do czego mój mózg porównuje "Nerve".

Całość rozpoczyna się dość typowo. Poznajemy dziewczynę, jej życie i oczywiście tę grę. A później cała akcja nabierała tempa. Ważnym faktem jest to, iż całość rozwijała się równomiernie. Początek był typowo informacyjny, pierwsze wyzwania zaczęły biec szybszym torem i już na samym finiszu, akcja tak się rozwinęła, iż czytało się to ogromnie szybko i przyjemnie.

Sama zdziwiłam się, iż "Nerve", aż tak mnie wciągnęło. Bo mimo, iż fabuła ciekawa i oryginalna, początkowo, wcale mi się nie wydawała aż tak genialnym pomysłem. Wszystko zmieniło się, gdy zaczęłam czytanie. Okazało się, iż autorka całkowicie poradziła sobie przy tworzeniu książki. Nie tylko ciekawie i frapująco poprowadziła fabułę, ale i bardzo dobrze dopracowała kwestię samej gry. I może na początku tego tak nie widać, ale przy rozwiązaniu całej sprawy, przekonacie się, iż dopięła tu wszystko na ostatni guzik. Nie tylko czytałam z zapartym tchem ale i starałam się przewidywać zakończenie. I w tym momencie lekko się zawiodłam. Bo chyba zaczęłam domniemywać za dużo. W mojej głowie zaczęły rodzić się przeróżne teorie spiskowe, na których nastąpienie liczyłam. Niestety wyszło inaczej. I choć podoba mi się zakończenie, to uważam że mogłoby być jeszcze bardziej zaognione. Tak samo z fabułą ze środka książki. Oczywiście była bardzo ciekawa, ale gdyby autorka dodała więcej scen, byłaby jeszcze bardziej zadowolona. Może bała się wyczerpania tematu?

Mówiąc o bohaterach, Vee nieznacznie mnie zaskoczyła. Sądziłam początkowo, że to raczej typ szarej myszki, a tu okazała się odważną i waleczną nastolatką z głową na karku. Jako jedyna wykazała się zdrowym rozsądkiem i niesamowitą pomysłowością. O co dokładnie chodzi, nie mogę zdradzić, bo wiąże się to z zakończeniem, ale musicie mi uwierzyć na słowo. Z kolei chłopak, którego poznaje ona podczas jednego z wyzwań czyli Ian, od samego początku był dla mnie wielką zagadką. Nie tylko nie byłam pewna jego intencji, ale i zachowanie wydawało mi się podejrzane. Czy słusznie? Tego musicie się już sami przekonać. Niemniej jednak było to momentami szokujące o zadziwiające.

Sama okładka nie do końca mi się podoba. Choć odzwierciedla charakter ksiąski i ma się do jej treści, to coś mi w niej nie pasuje. Może to dlatego, że nie jestem zwolenniczką filmowych okładek. Jednak, jako że na naszym rynku z tego co mi wiadomo, jest tylko jedna wersja, nie mamy wyboru.

Jak widać książka jest jedną z tych które lubię. Oczywiście ma swoje lekkie wady. ale znacznie więcej jest jej pozytywnych cech, które przyćmiewają to co złe. Z pewnością wybiorę się na film jeśli tylko będę miała taką możliwość i  mam nadzieję że wywoła on we mnie podobne emocje jak książka
Ocena: 9/10

piątek, 23 września 2016

Heaven. Miasto elfów - Christoph Marzi

Tytuł: Heaven. Miasto elfów
Autor: Christoph Marzi
Wydawnictwo: Muza
Gatunek: Fantasy, Młodzieżowa
Ilość stron: 336
O czym to jest?:
David opuścił swój dom. Nowe miejsce znalazł w Londynie. Mimo młodego wieku znalazł pracę i wraz z nią zakwaterowanie. Pewnej nocy, na dachu jednego z budynków znajduje piękną dziewczynę. Heaven, bo tak ma na imię nastolatka, prosi go o pomoc. Twierdzi ona, iż dosłownie przed chwilą, ktoś wyciął jej serce. Początkowo chłopak nie wierzy by coś takiego mogło mieć miejsce, ale cała ta sprawa jest dla niego tak intrygująca i ciekawa, że postanawia jej pomóc. Nie wie jeszcze na jak niebezpieczne tereny wkroczył i jak wiele tajemnic się za tym kryje. Czy uda im się je wszystkie rozwikłać?
  
Moje refleksje: 
Już sam opis książki mnie bardzo zainteresował. Jak możliwym mogłoby być życie bez serca? I głównie to bardzo mnie do tej historii przyciągało. Niestety odrzucała mnie sama okładka i tytuł, łudząco przypominający serię Cassandry Clare. Mimo wszystko, postawiłam jednak na opowieść jaką niesie ze sobą historia i zabrałam się za czytanie.

Fabuła jest tu dość oryginalna, jednak mnie nie zachwyciła. Oczywiście pomysł na wycięcie serca był tu ciekawy, ale nie na tyle bym chciała mówić o tej książce w kategoriach moich ulubionych powieści dla młodzieży. Ale zacznijmy od początku. Od pierwszych stron książka jest bardzo tajemnicza. Przedstawia chłopaka, który poznaje bardzo dziwną i nietypową dziewczynę z nieznaną przeszłością. Postanawia jej pomóc, mimo iż jej nie zna i nie do końca ufa. Kto z nas by tak postąpił?

Całość rozwija się dość sprawnie, jednak jak dla mnie zbyt mozolnie. Właściwa akcja, która mnie interesowała, miała miejsce dopiero po połowie książki. Do tego czasu co prawda się nie nudziłam, ale cóż, szału nie było. Całość trzymała się jedynie dzięki ogromnej tajemniczości i zagrożeniu jakie pojawiło się w życiu bohaterów. Ktoś zaczyna im zagrażać. I przez to moje zainteresowanie wzrosło. Nie brakowało tu scen akcji, powodujących wzrost tempa czytania książki.

W pewnym momencie wszystko nabrał zawrotnego tempa. Wiadomo było już, że za chwilę wszystko stanie się jasne. A jeśli już przy tym jestem, owe zakończenie nie do końca mnie satysfakcjonowało. Owszem, było zaskakujące ale nie na tyle, bym pamiętała je i wspominała przez długi czas.

A bohaterowie? O Heaven już wiemy, że jest bardzo tajemnicza i nietypowa. A David? To nie do końca jasna postać. Niby typowy, ale jest w nim coś niezwykłego, czego nie potrafię nawet nazwać. Ich relacje można określić jako bardzo bliskie, mimo tak krótkiej znajomości.

Tym co najbardziej mi się tu jednak nie podobało, jest okładka. Nie dość że kolorystyka jest nieciekawa, to całość, graficznie po prostu źle wygląda. Co prawda ma ona lekki związek z treścią, ale to nie wystarczy. Mimo wszystko samo wykonanie książki jest w miarę solidne. Dobrze sklejone strony, umożliwiające sprawne czytanie.


Książka nie jest idealna. To dobra młodzieżówka, ale raczej na jednorazowe przeczytanie. Co prawda historia jest ciekawa, a zakończenie zaskakuje, ale nie na tyle na ile powinna. Chyba, że będzie czytana przez młodszych odbiorców.
  
Ocena: 6/10

środa, 21 września 2016

Coś za mną chodzi

Tytuł: Coś za mną chodzi
Reżyser: David Robert Mitchell
Producent: 
Gatunek: Horror
Czas trwania: 95 min
Rok produkcji: 2015
O czym to jest?:
Jay to typowa nastolatka. Chodzi do szkoły, spotyka się z przyjaciółmi, sypia z chłopcami, którzy się jej podobają. Niestety jedna noc wszystko zmienia. Zaczyna prześladować ją tajemnicza siła. Wciela się ona w przeróżne postaci i zaczyna prześladować dziewczynę. Jay nie wie kiedy i w jakiej postaci spodziewać się niebezpieczeństwa. Grupa przyjaciół pomaga jej rozwikłać jak pokonać ową siłę.  

Moje refleksje: 
Film zaczyna się dość typowo. Kilka nie do końca zrozumiałych scen, które później się zaczynają wyjaśniać. Jednak już sam takowy wstęp jest bardzo interesujący. Oglądanie filmu przebiegało szybko i przyjemnie. O ile można tak mówić w przypadku horroru.

Fabuła jest jednak dość oklepana. Tajemnicza moc? Jak wiele filmów już to przedstawiało? Czy coś jest w stanie już nas zaskoczyć? Chyba nie. I ten film to potwierdza. Mimo to, całość przedstawiona jest dość przystępnie, zatem, nawet jeśli mamy wrażenie, że taka historia miała już miejsce, oglądanie po raz kolejny podobnej produkcji, nie sprawia zawodu.

Było tu sporo sytuacji, które zaskakiwały. Niestety równie wiele było tych, które można było przewidzieć. Sytuacje jakie spotykały bohaterów były niemniej jednak ciekawe i frapujące. Czy można było się przestraszyć? Niestety nie. Jest to raczej horror z gatunku tych, które stwarzają klimat przerażenia ale go nie wywołują. Co więcej nie ma tu wątków pobocznych. Całość skierowana jest tylko i wyłącznie na sprawę Jay i jej rozwikłanie.

Jeśli chodzi o grę aktorów, była ona różna. Ci przedstawiające główne postaci, radzili sobie. Niestety pewne braki było widać w pozostałych aktorach. Jednak zważając na to, że nie występowali oni w wielu scenach, nie było aż tak rażące.

Podobała mi się też sama scenografia i charakterystyka oraz paca światłem. Wszystko nabierało dzięki temu realności i sprawiało wrażenie, iż mogłoby wydarzyć się każdemu z nas. W tej kwestii nie można twórcom nic zarzucić. Postarali się w stu procentach.

Nie podoba mi się jednak okładka filmu. Rozumiem iż miała być tajemnicza i mająca jakikolwiek związek z filmem, i w zasadzie zostało to spełnione. Ale w zasadzie całość nie wywołuje we mnie większych emocji. Myślę, że mogło to być lepiej przedstawione.


Film nie był co prawda idealny, ale ciekawy. Z pewnością nie żałuję że go obejrzałam i z chęcią zrobiłabym to jeszcze raz, mimo kilku jego wad. Z pewnością polecam go wszystkim fanom dreszczyku emocji i zjawisk paranormalnych.  

Ocena: 7/10

Za możliwość obejrzenia serdecznie dziękuję sklepowi empik.com

poniedziałek, 19 września 2016

Anatomia zdrady- Wojciech Wypler

Tytuł: Anatomia zdrady
Autor: Wojciech Wypler
Wydawnictwo: Muza
Gatunek: Poadnik
Ilość stron: 224
O czym to jest?:
Jak wiele razy padaliście ofiarą kłamstwa? Nawet takiego najmniejszego. To boli, prawda? Ale w zasadzie dlaczego tak się dzieje? Czemu kłamiemy, a co za tym idzie zdradzamy? Słabość, ułatwienie sobie życia, chęć poczucia adrenaliny? A co z osoba która jest oszukana? Jak ona się czuje? Jak poradzić ma sobie z tą sytuacją? A może ma możliwość przewidzenia tego, co ma zaistnieć? W jaki sposób ma rozpoznać, że jest oszukiwana? Dużo tych pytań. Jednak autor tej książki postanowił sprostać im wszystkim i dać czytelnikom szansę odnalezienia się w tej nieprzyjemnej dla nic sytuacji.
Moje refleksje: 
„Anatomia zdrady” była dla mnie od samego początku niemałą zagadką. Dlaczego? Nie tylko przez intrygujący tytuł. Głównie poprzez to co jest napisane tuż pod nim. „Jak nie stać się ofiarą kłamcy.” Wychodzę z założenia, iż to nie od nas zależy czy zostaniemy w ten sposób oszukani, ale od owej bliskiej osoby. Jeśli ktoś będzie chciał nas w ten sposób zranić, znajdzie sposób by to zrobić, niezależnie jak wiele barier byśmy mu nie stwarzali.

Rozpoczynając książkę, autor , bardzo dobrze postąpił, opisując samo zjawisko kłamstwa. Czym ono jest, jakie są rodzaje i motywy. Co ważne, mamy tu nie tylko tę psychologiczną część związaną z okłamywaniem drugiego człowieka, ale i uwarunkowania biologiczne, do tego czynu, jakie tkwią w każdym z nas.

Następnie dowiadujemy się jak rozpoznać to, iż możemy właśnie padać ofiarą zdrajcy. I tu mamy szereg opisanych zachowań, jakie charakteryzują kłamcę. Wiadomo, że zdarzają się wyjątki oraz osoby, które potrafią kłamać wprost niezauważalnie, ale w większości przypadków, owe przykłady się sprawdzają. Co więcej, jest tu ich o wiele więcej niż w powszechnej wiedzy jaką serwuje nam przykładowo telewizja śniadaniowa. Bo przecież fakt, iż ktoś boi się nam spojrzeć w oczy, jest nam wszystkim znany.

Jednak mimo zauważenia tych zachowań, nie możemy jasno stwierdzić, iż jesteśmy zdradzani. Należy dalej na spokojnie przyjrzeć się temu jak zachowuje się i co robi dana osoba. Dlatego w kolejnej części, autor pokazuje nam jak z zimną krwią podejść do tej sytuacji, by nie zdradzić się iż cokolwiek podejrzewamy. Dzięki temu, możemy na tyle spokojnie na ile to możliwe podejść do całej sytuacji i ocenić czy faktycznie nasze podejrzenia są właściwe. A wtedy czeka nas już tylko szczera rozmowa z tą osobą i decyzja czy otrzyma od nas drugą szansę, czy też nie.

Bardzo ważnym elementem jest też ostatnia część, czyli porady, dotyczące naszego stanu po zdradzie. Jest tu wiele przydatnych ćwiczeń, umożliwiających poradzenie sobie z takim przeżyciem oraz usprawniających nasze życie po takim zdarzeniu.

Cała książka jest według mnie w pełni merytoryczna i spójna. Nie tylko wyjaśnia to zjawisko u podstaw, ale pomaga je rozwiązać. Może nie stuprocentowo, ale z pewnością pomaga się uporać z tym lepiej niż beż żadnej pomocy. Podobało mi się w niej to, iż była bardzo realna. Co przez to rozumiem? Otóż większość ze swoich teorii i twierdzeń autor popierał przykładami znanymi z mediów czy badaniami statystycznymi. Niemniej jednak w pewnym momencie przeszkadzało mi nadużywanie przez autora cytatów. Miałam czasami wrażenie, iż jest to zlepek słów znanych osób a nie autorska książka. Na szczęście nie występowało to często i nie trwało długo.

Ogromnie podoba mi się strona graficzna książki. Zarówno okładka, zachowana w delikatnej, acz wymownej kolorystyce, odzwierciedlająca całe sedno sprawy, jak i wnętrze. Bo w środku, oprócz tekstu, mamy po bokach małe tabelki, wyjaśnienia pewnych pojęć, a na końcu większości rozdziałów krótkie podsumowania do uzupełnienia pomagające uporządkować nasze myśli. Dodatkowo Cała treść została urozmaicona w pogrubione fragmenty, które nie tylko przykuwają uwagę,, ale wracają ją również na konkretne treści.


Książka, jako przedstawicielka poradników prezentuje się dość dobrze. Widać problem rozłożony na części pierwsze, oraz dotarcie przez autora do sedna sprawy. Czy książka pomaga? To już ciężko stwierdzić. Każdy z nas jest inny i napotyka innych ludzi na swojej drodze. Ale warto się przekonać.  

Ocena: 9/10

Biorę udział w konkursie „Wygraj konsultację terapeutyczną STRES-RESET z psychologiem Wojciechem Wyplerem z okazji premiery jego książki „Anatomia zdrady”. Autor ujawnia sposoby wykrycia i uniknięcia zdrady – w związku partnerskim, przyjacielskim lub rodzinie. Pokazuje, jak podnieść się po tym bolesnym przeżyciu – pozbyć się depresyjnych myśli, opanować ból i złość oraz  wieść szczęśliwe życie

sobota, 17 września 2016

Jak cię widzą tak cię piszą. Sztuka autopromocji w mediach społecznościowych.- Guy Kawasaki, Peg Fitzpatrick


Tytuł: Jak cię widzą tak cię piszą. Sztuka autopromocji w mediach społecznościowych.
Autor: Guy Kawasaki, Peg Fitzpatrick
Wydawnictwo: Helion
Gatunek: Poradnik
Ilość stron: 186
O czym to jest?:
Jesteś twórcą internetowym? Chcesz dotrzeć do szerszej publiczności? Pragniesz dowiedzieć się czegoś na temat istnienia w przeróżnych mediach społecznościowych? Jednym słowem: jak skutecznie zaistnieć w sieci! Nieważne czy zaczynasz, czy działasz już kilka lat. Takie uporządkowanie wiedzy przyda się każdemu!

Moje refleksje: 
Po świetnej książce Matta Olecha, naszła mnie ochota na przeczytanie czegoś o podobnej tematyce, zatem zabrałam się za ową książkę. Okazało się to dobrym rozwiązaniem, by pozostać w tych samych klimatach i sięgnąć po podobną książkę. Moja wiedza w tej kwestii znacznie się powiększyła. Ale idźmy po kolei.

Książka porusza wszelkie kwestie potrzebne osobie która dopiero co zakłada swoje konta w serwisach takich jak Twitter czy Instagram. Od wyboru nazwy, przez grafiki po konsekwencję we własnych kontach. Autor podpowiada też, jak skutecznie zamieszczać posty na przeróżnych serwisach, by dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. W tej sprawie ważne jest też stosowne nazywanie naszych treści.

Ważne jest to, iż autor zabrał się do całej sprawy bardzo porządnie. Oprócz znanych mi już ogólników zamieścił w książce sporo bardzo szczegółowych, a przede wszystkim przydatnych informacji. Bardzo dobrze, iż każdą z takich, dzielił on pod względem konkretnych stron. Wiadomo przecież, że twórca inaczej zachowuje się na Facebooku, inaczej na Twitterze, a jeszcze inaczej w Google+. Zwłaszcza iż sama specyfikacja tych stron jet zupełnie inna.

Jeśłi chodzi o język używany w książce, jest on dość prosty, choć mam tu pewne zarzuty. Oczywiście, jako osoba która "tworzy" w internecie od jakiegoś czasu, znam pewne specyficzne nazewnictwo z tym związane. Ale zdarzyło się też, że z pewnymi pojęciami miałam problem i musiałam je "wyguglować". Ale co z osobami, które dopiero zaczynają? Myślę że dałoby się to jakoś obejść wprowadzając więcej wyjaśnień. Jednak na plus w tej kwestii działa mały słowniczek na końcu, opisujący np. niektóre popularne aplikacje czy serwisy internetowe.

Jednym słowem, książka była wartościowa. Można było się z niej dowiedzieć licznych kwestii potrzebnych do prowadzenia swojej działalności. Poza tym czyta się to w miarę szybko i przyjemnie, wręcz mam wrażenie, iż wiedza w tym zawarta, jest przeze mnie przyswajana zaskakująco szybko. Jednym słowem mogę wam polecić Guy'a, jeśli tylko interesuje was taka tematyka, bądź potrzebujecie wiedzy z tej dziedziny.

Ocena: 8/10